
Drugi album warszawskiego SAMO wydany nakładem Tone Industria to EPka „Plex zero”. Całkiem zgrabny digipack, całkiem zgrabne promujące wideo w sieci, brzmienia takie, do jakich przyzwyczaiło Tone Industria, czyli – dla przypomnienia – wydawca płyt Neumy, Blast Muzungu czy SAMO właśnie. A jednak coś mi tu nie pasuje. A tego czegoś jest dość sporo, bo aż pięć utworów, w których tak naprawdę nie do końca wiadomo, o co chodzi prócz tego, że jest połamanie, głośno, szybko i dużo.
Im dłużej słucham, tym bliżej jestem znalezienia punktu odniesienia i przyjmijmy, że tym punktem będzie pierwszy album, jaki wydała Neuma, album nazywający się zresztą tak samo, jak zespół. Na „Neumie” też było bardzo połamanie, był gniew, był krzyk, tylko że tamta płyta powstała sześć lat temu i nawet jeżeli wtedy brzmiało to świeżo, to teraz po prostu nudzi. Co gorsza, „Plex zero” jest po prostu zbyt sterylne i brakuje w tym energii, co jest z całej listy zarzutem najpoważniejszym.
Podobno pierwsza płyta, długograj z udziałem wokalisty świętej pamięci Kobonga, Bogdana Kondrackiego, jest znacznie lepsza. W sumie, to żaden wyczyn. „Plex zero” jest po prostu kiepskie.
